AKJAB













Żyli raz sobie Książę i Księżniczka. Pewnego razu Książę odwiózł Księżniczkę do jej ojca i tam ją zostawił. Żegnając się z nią zabrał jej pantofelek, z którym zaczął wędrować. Przymierzał go na stopę każdej żyjącej w królestwie dziewczyny. Ale pantofelek nie pasował na żadną z nich.
Księżniczka musiała żyć pod jednym dachem ze swą macochą i jej złymi córkami. Wykorzystywały one dziewczynę do najgorszych prac.
Księżniczka straciła wszelką nadzieję, gdy wtem pojawiła się Dobra Wróżka. Wróżka zamieniła brudne ciuchy Księżniczki w piękne szaty i posłała ją na bal. Księżniczka, gdy wchodziła po pałacowych schodach, znalazła swój pantofelek. Zostawił go tam Książę, zrezygnowany po nieudanych poszukiwaniach.
Bal był piękny. Książę tańczył tylko z Księżniczką, tak jakby dopiero co ją ujrzał i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Sprawił to oczywiście czar Dobrej Wróżki. Lecz nie potrafiła ona przywrócić miłości Księcia na stałe. Czar kończył się i Księżniczka musiała uciekać. Karoca odjechała. Książę zapomniał o Księżniczce na zawsze. Czasem tylko widywał ją w snach, ale była dla niego tylko Piękną Nieznajomą.
Księżniczka zdążyła dojechać karocą do swego domu i wtedy magiczny pojazd zamienił się w dynię. Na szczęście domownicy słodko chrapali i nie zauważyli jej nieobecności. Księżniczka musiała jeszcze zdążyć wykonać pracę, jaką na noc zadały jej złe przyrodnie siostry - wymieszać ziarna wszystkich zbóż w jedno usypisko. Na szczęście pomogły jej mrówki i ptaszki, za co obiecała pamiętać o nich i przyjść im z pomocą w przyszłości.
Macocha i złe siostry wkrótce opuściły dom, gdyż wróciła cudownie odnaleziona prawdziwa Matka dziewczyny.
Odtąd śliczna dziewczyna żyła z kochającymi ją ojcem i matką. Wkrótce zapomniała o przykrej utracie Księcia, tak jakby nigdy go nie spotkała. Piękniała z każdym dniem, a ludzie mówili, że Czas płynie dla niej inaczej niż dla wszystkich. 

Bajka o bańkach


Były raz sobie Mydlane Bańki. Nikt ich poważnie nie traktował, bo szybko znikały. A wiadomo przecież – im ktoś później zniknie, tym ważniejszy. Wielu stara się z tego powodu o Pomniki i Kroniki, by móc zniknąć później od reszty.
Bańki wiedziały o tym i specjalnie nie narzucały się nikomu ani nie hałasowały. Latały sobie w ogrodzie, błyskały kolorami tęczy i znikały. Pyk!
Pewnego dnia do ogrodu przybiegł Mały Chłopiec. Zaczął biegać od jednej do drugiej bańki, łapać je, machać do tych, które ulatywały w niebo, a wszystko to w podskokach i radosnych okrzykach. Bańki też się rozweseliły i nawet ulatywały i znikały naprawdę śmiesznie. Pyk, pyk, pyk!
Te, które uleciały naprawdę wysoko, mogły zobaczyć, że za ogrodem ciągną się ulice, pełne aut, ludzi spieszących do pracy, do sklepów, do wielu naprawdę Ważnych Spraw. Ale nikt nie uśmiechał się tak radośnie jak Mały Chłopiec. I przez chwilę bańkom zrobiło się przyjemnie, że choć są najmniej ważne na świecie, to potrafią dać radość i zabawę, a tego nie umie żadna Kronika ani Pomnik.
Pyk!

PILNE: Znane już są wyniki ankiety "Kto ma najtrudniej w naszym kraju".


Trafiłem na wyniki ankiety "Kto w Polsce ma najtrudniej". Okazało się, że najtrudniej w Polsce mają ludzie bez wykształcenia i ci z wyższym wykształceniem. My -społeczeństwo czyli- sądzimy też, że najtrudniej mają samotne matki oraz rodziny wielodzietne i wielopokoleniowe. Ludzie w związkach legalnych i nielegalnych oraz ludzie samotni. Najtrudniej mają także ludzie starsi oraz najtrudniej ma młode pokolenie. Najtrudniej mają ludzie upośledzeni umysłowo i bystre umysły naukowe, inwalidzi i zdrowi do każdej pracy gotowi bezrobotni. Najtrudniej w naszym kraju mają ci pracujący u kogoś i ci prowadzący firmy. Najtrudniej jest rządowi i organizacjom pozarządowym. Najtrudniej jest być sobą i najtrudniej stać się kimś... Po zapoznaniu się z całą listą wyników ankiety, cicho z dna ogłuszonej duszyczki wydobył się jęk: Mi też jest najtrudniej - zrozumieć własne społeczeństwo... (nas czyli).
J.S.

Zamarzłe słowa


Historia jest prosta: ubogi pielgrzym trafia "między takie skały, że z nich wyjścia nie było". Przychodzą mrozy. Uwięziony, bliski śmierci, nagle widzi przejście. "Tu więc droga!" woła. I dzieje się coś ciekawego - jego słowa z a m a r z a j ą. Sam pielgrzym wkrótce z mrozu umiera.
Kiedyś przeczytałem tą opowiastkę w zbiorze klechd i podań polskich i ruskich, drobną notatkę cicho siedzącą między śpiących rycerzami pod Giewontem, Waligórą, różnej maści diabłami i niesłychanie sprytnymi, potrafiącymi owe diabły w pole wyprowadzić chłopami. Ale to "Zamarzłe słowa" przypominały się z regularnością godną zastanowienia.

Aż w końcu zrozumiałem.

Byliśmy parę dni temu na Starej Wsi. Zajrzałem do stodoły, teraz pustej, tak kiedyś wypełnionej sianem, że mogliśmy wspinać się na belkę pod samym dachem, by skakać w to miękkie, odurzające zapachem suche morze. Choć alergia tępi już u mnie takie doznania, poczułem nagle całą tamtą radość, jakbym usłyszał znowu nasze piski, okrzyki, śmiechy.

Dziwnie się poczułem, jakbym nie przez lata, ale w jednej chwili - posiwiał, nabrał nadwagi a przede wszystkim tak ponuro się ustosunkował do otaczającej mnie rzeczywistości. A przecież latałem, lataliśmy. Pod tym dachem, nad ogromnymi falami wyschłych pokosów. Tak głośno chichocząc!

Opowieść o zamarzłych słowach ma znaczące zakończenie - oto w to samo miejsce trafia drugi pielgrzym, tak samo zabłądził, nie widzi wyjścia - i wtedy "wiosenne, skwarem dopiekające słońce" odtaja zamarzłe słowa: "Tu więc droga!" - słychać ratującą życie wskazówkę. 

Między deskami stodoły wbijały się ostre, popołudniowe promienie i w końcu i we mnie odtajały jakieś własne, zamarzłe kiedyś słowa.

Przyszła wiosna, jest ciepło, - wiele może w nas odżyć, przypomnieć się, wskazać dobry kierunek - i jeśli choćby rozmrozi się w nas zachwycik nad słoneczkiem majowym, to już bardzo dobrze.
J.S.

cytaty z "Zamarzłe słowa", K.W.Wójcicki "Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi", PIW 1974.